Polska piłka nożna
Od lat marzymy o tym, by piłkarki mistrz naszego kraju zagrał w elitarnej Lidze Mistrzów. Jak dotąd udało się to tylko dwukrotnie, z czego zdecydowanie lepiej wypadła Legia Warszawa, która dotarła aż do ćwierćfinału tych rozgrywek. Później w Lidze Mistrzów zagrał Widzew Łódź, ale bez szczególnych osiągnięć. W kolejnych latach nasi mistrzowie kraju odpadali w przedbiegach. Liczyliśmy, że ten rok będzie przełomowym. Wisła Kraków w miała gładko ograć mistrza Estonii, Levadię Tallin, a później zwycięzcę dwumeczy pomiędzy mistrzem Węgier i mistrzem Szwecji. Stała się jednak rzecz tragiczna i przy okazji kompromitująca nasz futbol. Faworyzowana Wisła na własnym boisku ledwie zremisowała z Estończykami, a w pojedynku rewanżowym przegrała 0:1 i na pierwszej rudzie skończyły się nasze marzenia o polskim klubie w Champions League. I znów będziemy zazdrościć innym, w ubiegłym roku zazdrościliśmy piłkarskiej potędze... z Cypru.
Uważamy się za cywilizowany kraj. Śmiejemy się z Gabonu i innych państw Czarnego Lądu czy też Azji. Ale nie łudźmy się, piłkarsko lepsi od takich państw nie jesteśmy, mało tego, wielu z nich nawet nie dorastamy do pięt. A wszystko zaczęło się na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii. Jam nasi piłkarze cieszyli się, że wylosowali Koreę, które w pierwszym meczu mieli "nastukać". A zastukali... sobie wstydu do życiorysów, bo takiego lania jak od Korei dawno nie było. W kolejnych latach było jeszcze gorzej. A ostatnich miesiącach tłuką nas Słowacy, Irlandczycy z Północy i RPA. Jakby tego było mało, nasze kluby w eliminacjach do Pucharu UEFA dostawały baty od klubików zza wschodniej granicy, a nasz mistrz kraju w ostatnich eliminacjach do Ligi Mistrzów odpadł po dwumeczu z mistrzem Estonii. Wstyd na całą Europę. Statystyki są dla nas okrutne, lesze ligi piłkarskie mają od nas Malijczycy, Kenijczycy, Angola, Peru i wiele podobnych im krajów. O Cyprze nie wspominamy, bo to dla nas już pozycja nazbyt nieosiągalna w hierarchii futbolowej siły.
Grzegorz Lato zapowiadał,że jak zostanie prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, to od razu weźmie się za skorumpowanych działaczy i wyczyści środowisko piłkarskie z całego tego motłochu. Wielu sympatyków polskiego futbolu już od razu nie wierzyło w sowa naszej piłkarskiej legendy, sceptycyzm się opłacił. Ci bowiem, którzy wierzyli, że Lato coś zmieni okrutnie się zawiedli. Boleśnie nawet. Lato nie dość, że za korupcję się nie wziął, to wręcz przeciwnie. Otoczył się ludźmi z wyrokami, którzy wraz ze słynnym już "Fryzjerem" kręcili tak zwane lody.A w PZPN-ie jaki bałagan był, taki jest i nadal. W tym roku tuż przed rozgrywkami nie było nawet wiadomo, kto w piłkarskiej Ekstraklasie zagra. Dlaczego? Z jednej strony działacze PZPN-u starali się za wszelką cenę spuścić kluby, których nie lubili argumentując ich poczynania za podejrzane, a z drugiej strony naciski polityczne, by w Ekstraklasie zagrał łódzki ŁKS, który nie wywalczył awansu z I ligi w uczciwy sposób.
Antoni Piechniczek to jedna z najbardziej zagadkowych postaci całego Polskiego Związku Piłki Nożnej. Trener legenda wyraźnie zniesmaczony opinią PZPN-u w oczach kibiców robi wszystko, by ta opinia była... jeszcze gorsza. Piechniczek to największy wróg Leo Beenhakkera. Zazdrości Holendrowi poparcia wśród sympatyków futbolu, toteż przy każdej okazji atakuje selekcjonera piłkarskiej reprezentacji. A że nasi piłkarze kopać nie potrafią i wyniki mają mizerne, to i jest powód, by na Leo psy wieszać. Ale jaki by ten Leo nie był, to wcale nie zmienia to obrazu PZPN-u. Tam nadal w najlepsze kwitnie korupcja. Co ciekawe, wszyscy wiedzą o tym, że działacze sprzedają mecze i zarabiają na zakładach, a co robi zarząd? A to, że Piechniczek sam występuje w reklamę jednego z bukmacherów i zachęca do obstawiania za pieniądze wyników meczów. Cóż za nietakt. Bo jak tu teraz ufać w dobre intencje zarządu naszej piłkarskiej federacji?