Gdy nie mamy z kim grać
Polscy sportowcy nie są cenieni w świecie. Wszystko oczywiście ma swoje podstawy w samym sposobie finansowania poszczególnych dyscyplin, zależności polskich federacji sportowych od polityki i... wszechwładnej korupcji wśród związkowców. Trzeba bowiem wiedzieć, że oszusta trawią nie tylko piłkę nożną, ale i wiele innych dyscyplin. Działaczami są bowiem najczęściej pijacy wychowani w dobie komunizmu, a ówczesną mentalnością i sprzedajnością. Jeśli już odnosimy jakieś sportowe sukcesy, to nie dzięki organizacji, ale wyjątkowym talentom. Tak jest chociażby w przypadku gimnastyki artystycznej lub sportowej. Mamy swojego Blanika i niewątpliwie to gwiazda wielkiego formatu. Ale kiedy przyjrzymy się bardziej tej dyscyplinie sportowej w Polsce, to trenujące grupy młodzieży policzymy na palcach jednej ręki. Nie ma bowiem ten sport nawet porządnego marketingu i zainteresowanie nim jest mizerne. I za pewno dlatego w gimnastyce sportowej na głowę biją nas nawet Rumunii, którzy swój sport szanują i szanują swych kibiców.
O zarządzaniu polskim sportem można mówić wiele, zawsze wniosek będzie jeden i do tego krótki: ŻENADA! Tak to już jest, że dyscypliny wchodzące w skład sportów olimpijskich mają łatwo. Bez względu na sukcesy bowiem dostają niemałą kasę. Dla przykładu - na przygotowania każdego olimpijczyka, który wziął udział w Igrzyskach w Pekinie wydano ponad milion złotych! A jakie były wyniki wszyscy wiemy doskonale. I żeby było śmieszniej, podobną kasą obraca się w łyżwiarstwie figurowym. Co ciekawe, o tytuł Mistrza Polski solistek walczy średnio pięć, sześć zawodniczek. Polski Związek Łyżwiarstwa jednak wydaje krocie na ten sport, ale wiemy wszyscy doskonale, że lepiej tam nie będzie. Za to te dyscypliny, które w skład olimpijskich nie wchodzą, a gdzie Polacy osiągają znaczące sukcesy cierpią z powodu braku kasy. Na ubiegłoroczne Mistrzostwa Świata w kajak polo Polski Związek Kajakowy dał pieniądze na wyprawę... samemu trenerowi. Zawodnicy do Kanady musieli lecieć na własny koszt. Zajęli w tej imprezie piąte miejsce.
Kiedy przychodzi wielka impreza wioślarska, lub kajakowa to nasi działacze zacierają ręce. Od zawsze bowiem twierdzą, że nasze sporty wodne są mocne. Powiedzmy sobie otwarcie: to obłuda. Nasze kajakarstwo już dawno przestało się liczyć w światowej stawce, a wielkie imprezy to udowadniają. Tam bowiem wszystko, na co możemy liczyć, to najwyżej start jednego z naszych zawodników w finale regat. Medale już tak łatwo nie przychodzą. Wina często tkwi w fatalnym systemie zarządzania w Związku Kajakowym, to także kiepscy trenerzy. Jeśli już pojawia się medal, to jest to jakiś marny brąz, a i ten często jest zawdzięczany wyjątkowym predyspozycjom kajakarzy, a nie ich przygotowaniem.Śmiało można mówić, że świat nam odpłynął. A sukcesy w zawodach Pucharu Świata? Owszem są, ale zauważmy, że często na takich zawodach startują drugorzędni zawodnicy a ci najlepsi spokojnie przygotowują się do wysokiej rangi imprez. Tych imprez, w których opływają Polaków.